copywriter maria tanska

Du Ju Spik Inglisz?

Tyle minut będziesz to czytał: 4

Czy Twój angielski jest wciąż wystarczający? Czy może należysz do tej części ludzi, która wstydzi się że nie spika? A może język Ci po prostu szwankuje po latach? Wiesz, że można to zmienić? Na prawdę można dać radę!

Dlaczego zwróciłam uwagę na ten problem? Dla mnie rzeczywiście jest to problem. Po przeszło 9 latach uczenia się języka, który wszedł mi gładko jak guma Donald okazało się, że czytać – czytam. Rozumieć – rozumiem. Kiedy mam otworzyć dzioba muszę się konkretnie zastanowić… Paraliżuje mnie strach i wstyd. Po prostu „ciemność widzę… ciemność!” Grrrr

Dlaczego przestajemy gadać po angielsku?

Znam osoby, które nijak nie mają zdolności lingwistycznych. Języków obcych uczą się na pałę – kują co potrzeba na kolejne lekcje, recytują i stosują formułki, zapamiętując tysiące słów. Szukają w umyśle zapamiętanych zdań, które pasują akurat do okoliczności. Nie ma to większego sensu, prawda bo język używany winien być intuicyjnie i swobodnie. 

Jeśli należysz do grona osób, które angielski stosowały bez większych problemów i po paru latach przestałeś gadać to już Ci mówię (jak Natanek) – co się dzieje… Kolokwialnie – nieużywany narząd zanika. Nie gadasz, przestajesz umieć gadać. Przyłożyć się do tego jeszcze może silny stres i negatywne doświadczenia – a o te wcale nie trudno młodej osobie – przez które nasz umysł wypiera informacje, jak i wiedzę.

Cierpisz na brak zdolności do języków obcych? 

Każdy ma swój indywidualny sposób przyswajania wiedzy. Oznacza to, że powinniśmy uczyć się języków pod nasze skłonności. Sytuacji takiej nie sprzyja dzisiejszy system nauczania języka angielskiego w szkołach, jest po prostu kiepski. Nastawiony podobnie jak reszta przedmiotów na obkuwanie nieistotnych i zupełnie nieprzydatnych informacji. Przykro mi to pisać ale prawdopodobnie nie użyjesz ich w życiu, bo liczy się mowa potoczna.
Po edukacji w polskiej szkole wchodzisz do sklepu w UK i mówisz: Dzień dobry. Bardzo mi przyjemnie cię poznać. Przepraszam że pytam, chciałabym zapytać o to, czy wie pani może gdzie leżą parówki ze świnki? Nic tylko walnąć głową w blat. Praktycznie wygląda to tak: Cześć! Wiesz gdzie są parówki? Dzięki!
Jeśli nie przyswoiłeś dobrze języków prawdopodobnie zawiodła metoda… o nich później.

No to jak się uczyć, żeby się nauczyć spikać?

Mnie osobiście angielski przychodził jak ból po kichach. W szkole podstawowej ledwie miałam tróję. Z biegiem czasu dowiedziałam się że wszystko to zależy właśnie od sposobu nauczania i samego nauczyciela. Skąd? Jakimś cudem w ogólniaku nie przykładając się praktycznie wcale miałam w zasadzie same 5 – matura także na 5! Jak to się stało? Zmiana systemu nauczania ale i… znajomość koszmarnej ilości słówek, które kazała wkuwać na banię terrorystka z podstawówki. Przynajmniej taki profit z chorej sytuacji. Gramatykę rzeczywiście trzeba zrozumieć, wykuć, nauczyć się stosować w danym czasie. Jednak to ilość słów i zwrotów jakie znałam umożliwiały systemową komunikację.

Zgubiłam jęzor!

Używając aktywnie języka nie miałam najmniejszego problemu. Jeszcze w ogólniaku spisywałam teksty piosenek ze słuchu by później je tłumaczyć. Uczyłam w koło koleżanki dając korepetycje, rozwiązywałam za nie ćwiczeniówki (oczywiście że spisywałam i dla siebie, bo ciągle zapominałam odrobić home work). Człowiek sobie spika na luzie – powiedziałabym poziom B2 i bach! Przychodzi moment, że po paru latach mam do porozmawiania i co? Nico! Nie umiem wydobyć z siebie składnego zdania. Niby rozumiem co się do mnie mówi ale nie ogarniam w pień jak mam odpowiedzieć! Szybka analiza sytuacji, mam! Wieloletnie szkolenie małpy w cyrku przyniosło owoce w postaci ogarnięcia materiału, który nie tylko nie pokrywa się w sytuacjach życiowych ale jakość moich wypowiedzi jest po prostu żenująco archaiczna. 
Pamiętam, jak kiedyś jedna mama zwracała na to uwagę – pszę pani ale po co nasze dzieci uczą się czegoś, co im się kompletnie nie przyda? Taki program droga mamo, co zrobić. Proszę pisać do MEN… Mamy 2019 rok, sytuacja nie uległa zmianie. Masakra!

I wszystko jak krew w piach… mawiał Adaś z Dnia Świra

Tak czuję się i ja. Mimo swobodnej komunikacji opartej na wiedzy wyniesionej z podręczników szkolnych, wiele rzeczy mi wyparowało. Dzisiaj próbuję sobie to wszystko na nowo poukładać, przypomnieć zasady stosowania czasów ale największym problemem jest przypomnienie sobie słów. Jakie to smutne, zarazem pokazuje nam jak ważne jest, by praktykować to co umiemy.

Jeszcze będą ze mnie ludzie – jeszcze będą teksty w EN

By przypomnieć sobie podstawy, zaczęłam od bajek i piosenek dla najmłodszych. Uwielbiamy słuchać z moim przedszkolakiem. Kupiłam parę książek Pratchett’a w wydaniu angielskim, stosuję fiszki i staram się dużo pisać. Badałam swój poziom i nie jest najgorzej – B1. Moim ostatnim odkryciem były aplikacje na telefon, które odpalam w wolnym czasie. Rozwój technologii jest niesamowity. W aplikacjach czytasz, piszesz, odgadujesz – jednym słowem szperasz aktywnie w głowie za tym, co przepadło… Pomaga też nauka kodowania. Gorąco zachęcam!

A Wy? Jak sobie radzicie ze swoim angielskim? Czy ktoś ma podobnie?

3 Comments

  1. Ja mam dokładnie tak samo. Na co dzień nie muszę posługiwać się językiem angielskim (czasami obejrzę jakiś serial czy przeczytam notatkę) więc wszystko zapomniałam! Mój chłopak na wakacjach pobudza moje szare komórki, gdyż zaczyna gadać z jakimiś obcokrajowcami i szybko język rąk staje się niewystarczający i wtedy wkraczam ja z moim łamanym językiem:)

    1. Moje pierwsze zetknięcie ze ścianą było przy zaproszeniu mnie do lokalu przez przyjaciela mojej koleżanki – student, spikał biegle i slangiem. Przyznam się szczerze, że przestałam być spięta dopiero po 2 drinkach… lata temu. Teraz dziwnym trafem zawsze zaczepi mnie jakiś obcokrajowiec i pyta o drogę… i weź takiemu kolesiowi na rowerze wyjaśnij jak ma dojechać do ścieżki rowerowej spod Legionowa, by nią dojechać do starówki i na jakie punkty zwracać uwagę. He he he…
      O! Zdarzało mi się prowadzić zajęcia sportowe po angielsku. Szłam na żywioł! A jak! Sytuacje w których niekoniecznie do końca skumałam o co pyta Klient – bezcenne. Chwila zwiechy i refleksja; aaaaaaa… Klienci wyrozumiali na szczęście. No ale kurde! Tyle lat nauki, żyjemy w takich czasach a tu o. Człowiek ma barierę dziwną.

  2. Zgadza się ogólnie. Po prawie pięciu latach w Anglii, powiem moje zdanie na ten temat. Mówię i rozumiem jako tako, nie ucząc się w tym czasie z książek w ogóle(!). Po szkole mam dość książkowo wkutej wiedzy, wręcz odpycha mnie od niej i mam odruch wymiotno – duszący. By teraz być świetną z angielskiego, trochę tego wkuwania by się przydało. Trochę.
    Lekcje życiowe: 1. Nie ma jednego angielskiego. W szkole mamy angielski amerykański a z np. takim brytyjskim większość słów czy całych zdań trzeba uczyć się na nowo. Czyli zaczynasz od zera. Do tego akcent, a raczej kilka, co daje laaata nauki. 2. Większość angoli, z którymi rozmawiałam o trudnościach z ich językiem, z powodu ilości czasów, nie wiedziała „o co kaman”! No jak to? Wymieniam im kilka nazw czasów, których uczyli nas w szkole, na tej podstawie były oparte zajęcia. Gówno! Nikt nic nie wie. W szkole mieli 3 czasy i koniec. Żadnego podziału na zaprzeszłe itd. Jak coś się mówi to się mówi, po prostu. Bez nazywania tego. 3. Jak się nauczyć języka obcego? Nie jak w polskiej szkole. Jak to? No tak. Przykład to nasz język. Posyłasz dzieciaka do szkoły w wieku 7 lat. Tam uczy się pisać. Okej wiem, że wcześniej. Nie ważne czy w wieku 5/6/7/8… nie ważne. Do tego czasu potrafi mówić i słyszeć co się mówi. Rozumie to i potrafi odpowiedzieć. Zna słowa, zdania, piosenki, wierszyki, przysłowia… musi nauczyć się to zapisać. Co robimy z językami? Najpierw lub równolegle uczymy się pisać to z czym jeszcze nie jesteśmy osłuchani! Angielski w przedszkolu? Okej piosenka o kolorze yellow, ale! gdzie zwykłe rozmówki w stylu: chce mi się siusiu, idę do toalety/ patrzcie jakie piękne liście na drzewie/ teraz czas na drugie śniadanie, zjemy banany.. itd cały dzień powinien być na luzie tylko w tym języku. Bez słowa po polsku. I tak aż do… No właśnie. Do momentu swobodnej rozmowy.
    Niemiecki miałam poziom rozszerzony w liceum, przez prędkość wkuwania podręcznika – znienawidziłam i… zapomniałam.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: